Dwie strony mocy – jakość olejków eterycznych

Posted on Posted in aromaterapia

Po długich wewnętrznych debatach, kilku napisanych i wykasowanych artykułach, jestem wreszcie gotowa napisać tekst o jakości olejków eterycznych.
Mam w głowie gotowych kilka wersji, oto jedna z nich, w sumie najsensowniejsza:

Olejki eteryczne, aby były bezpieczne i skuteczne muszą być w 100 procentach naturalne. W jaki sposób możemy sprawdzić, czy dany olejek spełnia to wymaganie? – nie możemy.
Życzę wszystkim dobrego dnia, Justyna.

To mógłby być wstęp, rozwinięcie i pointa mojego dzisiejszego wywodu.

Poprzednie teksty znalazły się w koszu, gdyż za każdym razem byłam tak rzetelna, dokładna i skrupulatna, że … czytając dzień później napisany tekst, miałam wrażenie, że opisuję Ciemną Stronę Mocy. Dlaczego? Dlatego że pokusa producentów, aby zaingerować w skład olejków jest …silna.

Posłużę się tu przykładami…

Aby otrzymać jeden kilogram olejku z melisy potrzebnych jest 4 000 – 12 000 kg roślin, analogicznie, na kilogram olejku z róży przypada aż 3 500 – 4 000 kg PŁATKÓW. Naprawdę dużo roślinnego materiału (liści, nasion, płatków kwiatów, korzeni, kory) potrzeba, aby uzyskać stosunkowo małą ilość olejku.

A gdyby tak olejek rozcieńczyć bezwonną i bezsmakową substancją, na dodatek tanią i łatwą do otrzymania w laboratorium, to mamy 2 (3 lub więcej) razy więcej olejku. Problem jednak w tym, że olejek z zaburzonymi proporcjami to już nie ten sam olejek i zdecydowanie nie to samo oddziaływanie na organizm.

Objętość olejku można również powiększyć przez dodanie różnych innych substancji o zdecydowanie szkodliwym i toksycznym charakterze.

Za przykład niech służą izomery. W chemii organicznej mamy do czynienia z sytuacją, w której cząsteczki wodoru, węgla i tlenu mogą się łączyć na różne sposoby i różnymi wiązaniami (słabymi lub mocnymi). Substancja o określonej ilości atomów, na przykład salicylan metylu C8H8O3 (8 atomów węgla, 8 atomów wodoru i 3 atomy tlenu) może dać 25 izomerów, czyli cząsteczek o tym samym składzie, ale połączonych ze sobą w różny sposób.
Niektóre izomery mają właściwości korzystne dla organizmu ludzkiego (zwierzęcego), a niektóre szkodliwe – choć cały czas mamy do czynienia z tą samą substancją chemiczną.

Natura „produkuje” pewien izomer salicylanu metylu, którego nie jesteśmy w stanie otrzymać w laboratoriach. Dwa lub trzy syntetyczne izomery są podobne, ale nie identyczne. Tylko ten naturalny jest dobroczynny dla organizmu, zaś te otrzymane laboratoryjnie, mogą szkodzić (a w zależności od dawki – nawet bardzo).

I tak naukowcy wyprodukowali w laboratorium nienaturalny salicylan metylu , przetestowali na zwierzętach, uznali jego szkodliwość i wysnuli wniosek, że olejek eteryczny zawierający salicylan metylu jest niebezpieczny. I podczas gdy naturalny olejek Wintergreen jest cudownym, leczniczym olejkiem o silnym przeciwzapalnym działaniu, we Francji jest on na czarnej liście. Zmierzam do tego, że olejki zawierające substancje wyprodukowane w laboratoriach naprawdę mogą być szkodliwe lub/i niebezpieczne.

Olejek dobrej jakości, czyli taki o działaniu terapeutycznym musi być wyprodukowany z miłością i mam na myśli dosłowne znaczenie tego słowa. Ziemia pod uprawę musi być odpowiednia i traktowana zgodnie z filozofią i wiedzą ‘eko’ (żadne chemiczne nawozy), nasiona starannie dobrane, rośliny odpowiednio uprawiane (znowu żadnych toksycznych substancji), odpowiednio zebrane (ważne są np.: czas zbioru, jakość narzędzi), odpowiednio destylowane (odpowiednia dla danej rośliny temperatura, ciśnienie), butelkowane, transportowane, przechowywane, uff.

W całym procesie produkcji olejku trzeba dmuchać i chuchać na glebę i rośliny, mieć ogromną wiedzę na temat destylacji, badać każdą partię uzyskanego olejku specjalistyczną i kosmicznie drogą aparaturą laboratoryjną, nie wspominając o umiejętności interpretowania wypluwanych przez komputery diagramów i wykresów.

Na każdym z wymienionych etapów można popełnić błąd powodujący dyskwalifikację olejku i eliminację z grupy substancji o działaniu terapeutycznym. Człowiek nieuzbrojony w aparaturę analityczną nie jest w stanie rozróżnić dobrego od bardzo dobrego olejku. Te naprawdę złe są łatwiejsze do rozpoznania, na przykład na podstawie ceny.

Mogłabym mnożyć przykłady „poprawiania” olejków, rozcieńczania ich – a już wisienką na torcie są międzynarodowe przepisy dopuszczające olejki do sprzedaży i ewentualne opatrywanie ich znaczkiem „organic” lub „eko”.

Co nam więc pozostaje? Zaufanie.

Albo ufamy wybranemu producentowi, że sprzedaje nam bardzo dobrej jakości olejek albo tego zaufania nie mamy.

Lubię i szanuję ludzi, którzy mają pasję i realizują ją. Do takich osób zdecydowanie należy Gary Young, założyciel firmy Young Living, który między innymi:

– wyprosił u Króla Omanu, aby podzielił się ze światem olejkiem Sacred Frankincense, zarezerwowanym do tej pory wyłącznie dla rodziny królewskiej Omanu, a owo proszenie zajęło mu 11 czy 12 lat.

– uzyskał pozwolenie na eksport narodowego skarbu Brazylijczyków, czyli pierwszorzędnej jakości olejku z drzewa Copaiba i jest bodajże jedynym podmiotem nie – brazylijskim mającym zezwolenie na kupno tak dobrego olejku,

– na przekór szykanom, zainspirował tysiące profesjonalistów do wykorzystywania olejków eterycznych w ściśle medycznych celach, między innymi do głębszych badań zaobserwowanego związku między zakażeniami wirusowo – bakteryjnymi a skoliozą (badania prowadzone są w Edynburgu, Bonn, Birmingham, Paryżu, a także Mysore – Indie, Ogden – USA i wielu innych uniwersytetach i instytutach),

– połączył dwie techniki uzdrawiania w jeden masaż, znany teraz pod nazwą Raindrop Technic czyli Technika Kropli Deszczu, masaż który przynosi spokój, zdrowie i od czasu do czasu czyni „cuda” i jest dostępny dla każdego człowieka,

– założył klinikę, fundację, buduje szkoły, wysyła w darach olejki w miejsca dotknięte klęskami żywiołowymi, napisał kilka książek, a w wolnym czasie (jakim wolnym czasie?- pyta mój umysł) startuje w turniejach rycerskich.

Mam pisać dalej? Chętnie!

Ja wybrałam olejki Young Living z tych lub innych powodów choć prawdą jest, że przetestowałam wcześniej na sobie olejki kilku innych firm. Zachęcam dlatego do wyrobienia sobie własnej opinii, do podążania za własną intuicją i wyboru producenta olejków, do którego będziecie mieć po prostu zaufanie. Bo moc wiary jest nie do przecenienia.

Pozdrawiam serdecznie,

tekst: Justyna Gawąd
foto: Aga Silska

One thought on “Dwie strony mocy – jakość olejków eterycznych

  1. Trochę się Pani zagalopowała. Salicylan metylu o którym Pani pisze – ten wyprodukowany w laboratoriach nie jest szkodliwy, działa dobrze p. bólowo i p.zapalnie i jest stosowany w wielu preparatach dopuszczonych do obrotu w Polsce. I jest tak w praktycznie każdym kraju europejskim i nie tylko.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *