Co ma astma do jelita

Posted on Posted in zdrowie

Długo się zbierałam, żeby na tych łamach podzielić się swoją własną, bardzo osobistą historią, która 10 lat temu stała się przecież przyczynkiem powstania tego miejsca. Musiał nadejść dzień X i rozmowa z Justyną, żebym się odważyła. Oto moja historia. Od czternastego roku życia cierpiałam na alergię. Były to czasy, kiedy naprawdę mało kto umiał wymówić to egzotyczne wówczas słowo, a co dopiero to leczyć. Pewnie dlatego początkowo byłam leczona na chroniczne przeziębienia, na zapalenia spojówek i wiele innych dolegliwości. Z biegiem lat stałam się dumną posiadaczką właściwej już diagnozy i kolekcji farmaceutyków, które miały mi pomóc. Ale kolejne leki tylko nasilały objawy, z roku na rok zwiększając liczbę uczulających alergenów. Do tego wszystkiego pojawiła się astma. Po dwóch zagrażających życiu atakach duszności usłyszałam od pani profesor: „Tak już będzie dożywotnio, bo astma, jak pani wiadomo, jest chorobą nieuleczalną”.

Dziś wiem, że mogę tylko dziękować pani profesor za słowa, które wówczas usłyszałam, bo właśnie wtedy wzięłam sprawy w swoje ręce i od tego momentu zaczęło się moje drugie życie, to świadome.

Słowa te podziałały na mnie jak zimny prysznic, wyrywając mnie niejako ze snu, z takiego bezwolnego i bezmyślnego poddawania się zaleceniom i eksperymentom lekarzy. Przez lata żyłam w przekonaniu, że są to przecież ludzie wykształceni i że to w ich rękach spoczywa odpowiedzialność za moje zdrowie. To myślenie wciąż zresztą pokutuje, podtrzymywane przez lekarzy. Mój mózg musiał chyba usłyszeć „wyrok skazujący”, żeby oprzytomnieć. Wróciłam wówczas do domu porażona i powiedziałam sobie: „nie! nie zgadzam się, musi być jakieś rozwiązanie”. To było 10 lat temu. Mimo, iż internet nawet w jednej setnej nie był tak popularny jak dziś, trafiłam do pani doktor holistki, homeopatki. Tam usłyszałam, że alergia to problem jelit i trzeba z nimi zrobić porządek. Wówczas w głowie mi się to nie mieściło, co ma wspólnego jelito z katarem. Zaleciła mi wycofanie z diety mleka, którego (widocznie intuicyjnie) nie znosiłam od dzieciństwa, ale z biegiem lat „przez rozsądek” jakoś weszło do mojego jadłospisu. I zgodnie z zasadą, że jak się szuka, to się znajduje, tego samego roku, trafiłam na detoks do Ewy Foley. Była to, ściślej mówiąc, sokoterapia połączona z lewatywą plus intensywne warsztaty rozwoju osobistego. Wejście na drogę uzdrawiania fizycznego to automatycznie rozwój świadomości. Nie można się oczyścić tylko fizycznie, jeśli w głowie coś „trzyma”. Po pierwszym tygodniowym detoksie szok – ani objawów alergii ani śladu astmy.

Od tego momentu zaczęły się moje dalsze poszukiwania i studia związane ze zdrowiem i żywieniem, a tym samym był to początek mojego samorozwoju. Można to chyba nazwać efektem domina. Od wielu lat jestem wegetarianką. Najpierw jednak, zgodnie z zaleceniami pani doktor homeopatki, wykluczyłam mleko. Drugim krokiem było zminimalizowanie w ogóle nabiału. Zaczęłam jeść więcej warzyw i owoców. Ze względu na candidę przez dłuższy czas jadłam wyłącznie pieczywo żytnie na zakwasie i wyeliminowałam cukier. Zaczęłam się oswajać z innymi smakami. Okazało się, że produkty, bez których nie wyobrażałam sobie życia były tylko nawykiem. Dziś moje menu to owoce, warzywa, kasze, dużo surowizny, woda. Ku rozpaczy mojego Taty, w sposób naturalny odpadła namiętność, którą z nim dzieliłam do bardzo mocnej czarnej herbaty.

Dziś.

Raz do roku, na wiosnę, przeprowadzam detoks oparty na sokach lub wodzie i nie sądzę, abym miała ochotę zaprzestać tej praktyki. Lewatywa jest jego integralną częścią. Przejście na płynne odżywianie przełącza organizm na inny tryb. Zaczyna on spalać wszystkie swoje zapasy, w szczególności te zgromadzone w tkance tłuszczowej. Uwalnia się wówczas wiele toksyn, które nie usunięte szybko, mogą prowadzić do samozatrucia. I tu właśnie lewatywa jest nieodzowna. Przy tej okazji jelito zostaje odbarczone z często wieloletnich złogów, kamieni kałowych, czyli starych, niestrawionych gnijących resztek, wczepionych w kosmki jelitowe (nawet parokilogramowe okazy). I kosmki zamiast wchłaniać substancje odżywcze wchłaniają toksyny ze złogów. I tak się ma katar do jelita właśnie. Cudownym efektem ubocznym lewatywy i oczyszczenia okrężnicy jest… płaski brzuch!

Odkąd nie dokuczają mi pyłki, napawam się przebywaniem na świeżym powietrzu – biegam, spaceruję z psem, ale też regularnie ćwiczę jogę. I tu wracamy właśnie do podejścia holistycznego, całościowego, bo wszystko jest ze sobą powiązane. Dopóki alergik i astmatyk czuje się źle, ma wymęczony układ oddechowy regularnymi atakami, wywoływanymi często czynnikami zewnętrznymi (np. astma o podłożu alergicznym, uczulenie na pylące rośliny) dopóty samo wyjście z domu będzie zniechęcające, nie mówiąc już o ruchu. Dlatego warto zacząć od oczyszczenia ciała, wzmocnienia immunologii. Efekt napawa takim optymizmem i radością, że ma się ochotę i motywację do dalszych działań.

Z własnego doświadczenia mogę powiedzieć, że w trakcie detoksu odczuwam taki przypływ energii, że zwiększony ruch i wysiłek jest dla mnie musem, rozpiera mnie energia. Nadrabiam wieloletnie zaległości w tym względzie, ale to wszystko nie przyszło naraz i w jednej chwili. To efekt wieloletniego zdrowienia, co ważne, nie należy się zniechęcać małymi czy wolniejszymi zmianami. Sama droga do pełnego zdrowia jest naprawdę fascynującą przygodą.

Do pani profesor nie wróciłam już nigdy, chyba mi było szkoda czasu, a może bardziej pochłaniało mnie zdrowienie niż udowadnianie komuś, że się mylił. Lekarze medycyny konwencjonalnej, których miałam okazję spotkać w życiu, raczej nie są w stanie zmienić pewnych utartych poglądów na temat zdrowia czy człowieka w ogóle. Rzeczywiście trzeba by mieć sporo odwagi, żeby zanegować często dziesiątki lat swojej edukacji i praktyki. Może to kwestia dumy? Trudno powiedzieć. Za to od innego lekarza usłyszałam, że pewnie w ogóle nie miałam astmy, skoro już nie mam ataków – jak widać jakieś „ambicjonalne” wyjście z tej sytuacji jest.

tekst: Magda Brejdygant

7 thoughts on “Co ma astma do jelita

  1. Kilku mądrych lekarzy powiedziało mi ” Jak pacjent uprze się wyzdrowieć, to medycyna jest bezradna”. Gratuluję wytrwałości. Pozdrawiam, DS

  2. Pani Magdo kiedyś przeczytałam podobny artykuł w wywiadzie z Panią teraz wspominam i czytam ponownie znalazłam się z 4 letnim synkiem w podobnej sytuacji mnóstwo lekarzy za nami a alergia postąpiła tak że jest zdiagnozowana astma Jednak po podobnym sformowaniu przez alergologa ze „z astmą da się żyć ” zapaliło mi się światełko Jak da się żyć przychodzę wyleczyć syna a nie pogodzić się i z tym żyć. Szukam i walczę dalej. Myślę że już jestem na dobrej drodze znalazłam lekarza który właśnie zaczyna synka leczyć od sfery jelitowej pozdrawiam serdecznie i dziękuję 🙂

    1. Pani Aneto, bardzo się cieszę. Mam też taką nadzieję, że dzięki naszej coraz większej świadomości, medycyna wpuści w swoje utarte przekonania coraz wiecej światła i pokory wobec cudu ludzkiego ciała. Pozdrawiam serdecznie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *