Guinness, konfitury i krem do twarzy

Posted on Posted in aromaterapia

Powiedzcie szczerze, czy wyobrażacie sobie rok w kuchni bez takich śmiesznych, twardych, intensywnie pachnących gwoździko-podobnych tworów natury? No a jeśli nie caluśki rok to z pewnością grudzień nie byłby grudniem a święta świętami bez goździkowego aromatu w grzanym winie, w piernikach, szarlotkach i kompotach.

Nasz dzisiejszy bohater goździk z łacińską nazwą Syzygium aromaticum pochodzi z wysp Indonezji, a dokładniej z Archipelagu Malajskiego a jeszcze dokładniej z wysp Moluki czyli Wysp Korzennych.

Starożytni Chińczycy i Hindusi , którzy mieli do Indonezji stosunkowo niedaleko, już długo przez naszą erą korzystali z właściwości leczniczych goździków, głównie do zapobiegania bólu zębów, tu nic się do dnia dzisiejszego nie zmieniło, do wspierania układu pokarmowego i odświeżania oddechu – też bez zmian, oraz jako substancji przeciwzapalnej (ha !).

Jako dziecko zafascynowana byłam różnymi rekordami i mniej lub bardziej dziwnymi ‘naj’. Najdłuższy pocałunek, największa pizza, nasilniejszy człowiek, moim dziecięcym marzeniem było dostać taką Księgę Rekordów Guinnessa. Moje dziecięce marzenie jest już nieaktualne za to autentycznego rekordzistę mam na codzień w kuchni.

Z pewnością słyszeliście o skali ORAC, czyli wyrażonej w liczbach zdolności pochłaniania rodników, zwyczajowo mówimy o właściwościach przeciwutleniających poszczególnych produktów. Króluje tam cynamon – prawie 300 000 mikromoli, aronia 16 000, świeża bazylia prawie 5 000 a zmielone chili ponad 23 000 mikromoli.

Goździk, a dokładniej goździkowy olejek eteryczny, proszę państwa – ponad 10 milionów, a dokładnie 10.786,875 mikromoli. I przyznam się do tego, że jestem bezczelna i głuchnę, jak dietetycy zachwalają ten lub inny produkt z powodu jego przeciwutleniających właściwości. Nikt i nic nie przebije jednej kapsułki dziennie olejku goździkowego (w kapsułce mieści się ok 15 kropli olejku).

No chyba że druga kapsułka.

Kilka lat temu zgłosiłam się do lekarza z czymś, co sama sobie ‘zdiagnozowałam’ jako zapalenie stawów paliczkowych, palce mnie bardzo bolały a co gorsza zaczeły się brzydko wykrzywiać. Lekarz pokazał mi swoje krzywe palce i powiedział, że to nic takiego i że da się z tym żyć. Mhmm. Kilka tygodni później z zupełnie innych powodów zaczełam zażywać olejek goździkowy a efektem ubocznym było nie tylko uzdrowienie moich stawów, ale co dziwniejsze palce wyprostowały się i wróciły ‘na swoje miejsce’. Mimo, że olejek goździkowy nie jest moim ulubionym olejkiem, to jestem mu za to dozgonnie wdzięczna. To taka osobista opowiastka o właściościach przeciwbólowych, przeciwzapalnych i przeciartretycznych olejku goździkowego.

Głównym składnikiem olejku goździkowego jest eugenol, powszechnie używany w stomatologii do znieczulania i odkażania, ma właściwości bakteriobójcze, przyspiesza gojenie się ran. Z wszelkimi problemami jamy ustnej oczywiście udajemy się do dobrego dentysty, ale olejkiem goździkowym możemy się wesprzeć w przypadku przewlekłych chorób zębów i dziąseł.

Pani Redaktor Naczelna czytanego przez Was magazynu usłyszała ode mnie opowieść o olejku goździkowym i tak się nim zachwyciła, że natychmiast go kupiła. Tylko ku mojemu przerażeniu zastosowała go jako składnik kremu do twarzy !!

Ci, którzy wiedzą jak smakuje olejek goździkowy podany na śluzówkę rozumieją, skąd moje przerażenie. Po podaniu kropli olejku na błonę śluzową skóra piecze i szczypie a większe ilości olejku znieczulają skutecznie. A tu zamiast listu pełnego wymówek dostałam entuzjastyczną wiadomość, jak to buzia piękna i gładka po zastosowaniu ‘kremu goździkowego’.

……?

Zrobiłam to samo, rozumiecie, że musiałam. No i potwierdzam, działanie przeciwutleniające sprawdza się jak najbardziej, buzia jest rozświetlona, gładka i sprawia wrażenie odżywionej i szczęśliwej.

A zatem autoryzowany przepis na krem do twarzy:

– oleju arganowego wziąć troszkę,

– dolać jedną kropelkę olejku goździkowego i posmarować lekko wilgotną buzię (omijając oczy!!).

UWAGA: Jeżeli skóra będzie delikatnie szczypać, to nie trzeba się martwić, bo wrażenie szybko minie. Osoby z bardzo wrażliwą skórą powinny najpierw zrobić sobie test wrażliwości, czyli posmarować taką arganowo-goździkową mieszanką mały kawałek skóry na nadgarstku lub wewnętrznej stronie łokcia.

Przepis własny na konfitury mirabelkowe:

– owoce oczyścić z pestek

– dodać cukier wg uznania . Ja na 1kg owoców dodaję 2 łyżki cukru i czasem trzecią, ale z wahaniem,

– dodać rozważnie goździki , 1-2 ususzone kwiatuszki goździka na kilogram owoców wystarczy lub zamiennie jedną kroplę olejku goździkowego oraz utłuczone w moździeżu ziarenka kardamonu, też nie za dużo.

Zawekować.

Ja nie wekuję, odwracam słoiki z gorącą konfiturą w środku do góry nogami, czekam aż ostygną i wynoszę do piwnicy. Goździki wykonają swoją pracę i dwa lata później konfitury nadal będą pyszne. Wspomniane dwa lata w piwnicy jedynie wtedy, jeśli się gdzieś bardzo dobrze schowają na półce, przemawia przeze mnie doświadczenie, bo właśnie odkryłam kilka słoiczków .

Lista właściwości olejku goździkowego jest oczywiście dużo dłuższa, wygląda mniej więcej tak, choć nadal jest niepełna:

– zapobiega starzeniu się,

– silny antyoksydant,

– silne działanie przeciwgrzybicze,

– silne działanie antywirusowe,

– działa znieczulająco

– rozrzedza krew,

– silne działanie przeciwzapalne,

– chroni i uzdrawia przewód pokarmowy, w tym wrzody żołądka,

– działanie przeciwpasożytnicze (!)

– skuteczny w chorobach układu oddechowego w tym guźlicy

– przeciwdziała chorobom zakaźnym,

– leczy artretyzm.

UWAGA: osoby zażywające leki rozrzedające krew ciągle lub tymczasowo (np.: aspirynę) powinny skonsultowac z lekarzem zażywanie olejku goździkowego lub nie zażywać go wcale.

Do spożywania większych ilości olejku goździkowego trzeba kupić specjalne puste kapsułki, wlać kilka kropli olejku, zamknąć kapusłkę i połknąć. Inaczej się nie da.

Ostatnia uwaga, która dotyczy wszystkich moich mini- artykułów i wszystkich olejków eterycznych. OLEJKI ETERYCZNE DZIAŁAJĄ (!) i mogą wchodzić w reakcję z lekami farmaceutycznymi. Ani ten artykuł ani żaden inny nie może służyć jako podstawa do samodiagnozy i samoleczenia. Ja wiem, że to jest treść standardowej notki, problem w tym, że to jest prawda, proszę nie ignorujcie tego.

Osoby pragnące leczyć się substancjami naturalnymi mogą się z nami skontaktować, to znaczy z redakcją Pysznego Życia lub ze mną, podamy adres doświadczonych lekarzy pracujących w Warszawie.

Szczerze mówiąc czuję niedosyt, piszę i piszę dla Was o olejkach, ale przeczytać to jedno a powąchać, doświadczyć to zupełnie coś innego. Brakuje mi (znowu egoizm się przebija) zachwytu na Waszych twarzach, och-ów i ach-ów i komentarzy ‘jak to pięknie pachnie!’ oraz ‘naprawdę tylko jedną kroplę dodałaś??’.

Jeśli chcecie to wyczarujemy z Redakcją jakieś pachnące i smaczne olejkami nasycone spotkanie w warszawskiej czasoprzestrzeni.

Tymczasem pozdrawiam Was serdecznie i zachęcam gorąco do wysiania własnej bazylii, oregano czy estragonu, choćby w doniczce na kuchennym parapecie. Olejków eterycznych w nich jak na lekarstwo, ale przyjemność i satysfakcja są gwarantowane.

tekst: Justyna Gawąd

foto: Aga Silska

 

One thought on “Guinness, konfitury i krem do twarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *